Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

1 Spotkanie Adwentystycznej Polonii w Londynie

AKTUALNOŚCI WARSZAWA | 19/04/2007 | Jan Kot

Przyznaję - jadąc do Londynu z misją zaśpiewania tam, nie czułam się najpewniej. Samo stwierdzenie: "koncert w Anglii" przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Zaproszenie, które otrzymałam od pastora Romana Chalupki
potraktowałam jednak jako wyróżnienie i bez wahania przystałam na tę
propozycję, ciesząc się na tak wyjątkową okazję podzielenia się moimi
przemyśleniami poprzez utwory muzyczne. I to gdzie? W samym Londynie!

Wraz z dwoma naszymi pastorami: Romanem Chalupką i Władysławem Kosowskim dotarliśmy do stolicy Anglii rankiem, w piątek 13. kwietnia br. Zgodnie z oczekiwaniami przywitała nas mleczna, gęsta mgła, która niestety
skutecznie uniemożliwiała mi jakiekolwiek obserwacje z samolotu.

Wypożyczonym samochodem udaliśmy się do pobliskiego miasteczka, do
Watford, gdzie mieści się Zarząd Południowej Diecezji Anglii Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Przywitał nas pastor Aris Vontzalidis z pochodzenia Grek, człowiek o ciepłym, serdecznym usposobieniu, który czynnie zaangażowany był w kwestię zorganizowania uroczystości, na którą przybyliśmy.

W następnej kolejności postanowiliśmy
"zbadać teren", czyli odwiedzić te miejsca, w których miało odbyć się nabożeństwo i koncert w sobotę. Tak więc znaleźliśmy się w gmachu POSK (Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego) w Londynie, gdzie od razu poczuliśmy się jak w domu. To tutaj, w "malinowej sali" miało odbyć się następnego dnia nabożeństwo. Koncert natomiast zaplanowany był w innej dzielnicy, w Ealing (kościół nosi nazwę Hanwell Church) gdzie zastaliśmy grupę czarnoskórej młodzieży, która przygotowywała utwory muzyczne na swe sobotnie nabożeństwo.

Po załatwieniu wszelkich formalności mieliśmy parę chwil, by rozejrzeć
się po stolicy Anglii. Postanowiliśmy więc, w obawie przed korkami w
centrum metropolii, skorzystać z metra (które posiada kilka poziomów). W
ten sposób przedostaliśmy się do St. Jame's Park, obok którego mieści
się osławiony Pałac Buckingham. Muszę przyznać, że robi wrażenie! Jak
miało się okazać później, czekało nas jeszcze wiele podobnych emocji.

Następnie udaliśmy się na Trafalgar Square z Pomnikiem Nelsona i Muzeum
Narodowym, po czym na spotkanie Big Bena podążyliśmy w stronę
Westminster Bridge. Ulice londyńskie mają swój osobliwy czar. W dużej
mierze zawdzięczają to tak charakterystycznym autobusom piętrowym, które
tłoczyły się przewożąc mieszkańców a jeszcze częściej turystów.

Po tym dość szybkim marszu (oj, odczuły to moje biedne nogi!), nie
miałam wątpliwości, że Londyn zasłużył sobie na pochlebną opinię jednej
z najciekawszych metropolii na świecie.

Zbliżał się ważny dla nas dzień
- sabat, pełen nowych, tym razem duchowych wrażeń, których poziom, o czym mieliśmy się wkrótce przekonać, bynajmniej nie ustępował poprzednim. Najważniejszym celem, który przywiódł nas do tego kraju, była podjęta przez naszych pastorów misja zintegrowania środowiska adwentystycznej Polonii oraz w dalszej perspektywie wyjście do naszych rodaków, którzy bardzo licznie obecnie zamieszkują Wyspy Brytyjskie. Spodziewana liczba adwentystów, którzy mieli przybyć na to nabożeństwo oszacowana była na około 60 osób. Było dla nas miłym zaskoczeniem, jak z każdą chwilą przybywało gości, którzy przybyli w liczbie ponad 80 osób.

To był wyjątkowy czas! Czas powitań, radości, odświeżania znajomości i
zawierania nowych. Czas wspólnej modlitwy i wielbienia naszego Ojca z
ludźmi, którzy jak dotąd nie mieli okazji spotkać się na wspólnym
nabożeństwie, co okazało się ich wielką potrzebą. W naszej uroczystości
uczestniczyła także grupa osób anglojęzycznych, wśród których był
wspomniany Aris Vontzalidis oraz Hamphray Walters - czarnoskóry, pełen
charyzmy mówca, który niebawem ma odwiedzić Polskę.

To historyczne, bo rozpoczynające
oficjalnie działalność adwentystycznej Polonii w Wielkiej Brytanii, nabożeństwo, dla nas wszystkich było cudownym błogosławieństwem.

Po obiedzie mieliśmy zaplanowany czas
na wspólną rozmowę w ręgu, kiedy nasi bracia mogli swobodnie wypowiedzieć się na temat swoich oczekiwań, potrzeb, perspektyw i ich dotychczasowych kontaktów ze sobą nawzajem i środowiskiem brytyjskim. Ich wypowiedzi potwierdziły wielką potrzebę tego rodzaju przedsięwzięć, jak to spotkanie. Wspólnie doszli do wniosku, że stoi przed nimi zadanie wzajemnego zintegrowania się oraz dotarcia z ofertą pomocy, a także z ewangelią do aż półtora milionowej liczby naszych rodaków, którzy zamieszkują Wyspy.

Czas wspólnego przebywania ze sobą miał zostać uwieńczony wieczornym
koncertem już w innym miejscu. Nadchodził czas naszej misji - Leszka
Warachowskiego, Karoliny Wingrowicz, (która obecnie przebywa na ziemi
angielskiej), oraz mojej. Wykonywane przez nas pieśni przeplatane były
słowem mówionym przez pastora Romana, co nadało całemu koncertowi głębszego wymiaru. Poprzez pieśni przewijała się nadzieja, uwielbienie dla Boga i głęboka refleksja dotycząca naszej wędrówki z Panem. Myślę, że były to ważne chwile szczególnej, podwójnej modlitwy.

Sobotni dzień był punktem kulminacyjnym naszego krótkiego pobytu w Anglii. To był cel naszego przyjazdu, toteż po powrocie na nocleg każdy z nas miał poczucie dobrze wykorzystanego czasu i satysfakcji, która pojawia się wówczas, gdy bierze się udział w czymś naprawdę ważnym.

W niedzielę po południu czekał nas powrót do kraju, postanowiliśmy więc wyruszyć do centrum Londynu, by móc jeszcze pooddychać jego wyjątkową atmosferą.

W tak krótkim czasie, dzięki braciom: Władysławowi i Romanowi, którzy byli wspaniałymi naszymi przewodnikami po tym mieście, udało nam się zobaczyć wiele najważniejszych miejsc w Londynie, posługując się różnymi środkami lokomocji - pociągiem, metrem, piętrowym, odkrytym autobusem a nawet statkiem.

To była spora dawka wrażeń i nieustanne poczucie stałej obecności Kogoś, kto przez cały ten dzień torował nam drogę. Idealne połączenia, przestawione odjazdy linii metra na naszą korzyść, przychylni nam ludzie i wiele, wiele sprzyjających nam okoliczności przekonywały nas o tym. Z przygodami wreszcie dotarliśmy na lotnisko, gdzie czekał już samolot, gotowy nas przewieźć do Polski.

Przyznaję - jadąc do Londynu z misją zaśpiewania tam, nie czułam się najpewniej. Wracając zaś miałam poczucie, że brałam udział w czymś doniosłym, za co byłam wdzięczna Bogu.

Może stwierdzenie: "koncert w Londynie" brzmi szumnie, ale przekonałam się, że nie liczy się to gdzie, w jakich okolicznościach i przy jak licznym audytorium mamy okazję wielbić Boga - robimy to przecież w obliczu całego nieba - naszej prawdziwej Ojczyzny.

Grażyna Szambelan, fot.: Edward Szambelan, Miłosz Jabłoński
© www.adwentysci.waw.pl


Kolejny Zjazd Polonii Adwentystycznej na Wyspach Brytyjskich odbędzie się w Londynie, 27 października br.

MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.